Maj 14th, 2014

Home Sweet Home

Dzień 8 Home Sweet Home

Wczesnym rankiem, zbieramy się na lotnisko. Erika nieco zaspana ale dzielnie daje radę. Na zewnątrz jest dość chłodno za sprawą silnego wiatru. Autobus przyjeżdża punktualnie o 5:50 i jedziemy na lotnisko. Tam szybkie nadanie bagażu, nie obyło się bez dopakowywania rzeczy z torby z prezentami i winami do bagażu podręcznego, ale na szczęście się udało. Jeszcze tylko przejście przez bramki i czekamy na przylot samolotu.

W lotniskowej kafejce zaopatruję się w kawę (fuj), dziecekowi kupuję ftirę z bekonem, która o dziwo okazała się zjadliwa, Maciek dostał pie z kurczakiem (może być). Jak na lotnisko przystało rachunek jest astronomiczny. Obczajamy jeszcze lotniskowy sklep Playmobil i Erika wybiera sobie zestaw figurek.

Wsiadamy na pokład samolotu i na szczęście, mimo silnego wiatru, startujemy bez opóźnień. Po zakończeniu procedury startowej Erika angażuje całą uwagę w oglądanie bajek. Przy dobrej książce lot mija szybko i już zapala się kontrolka zapięcia pasów i zaczynamy procedurę lądowania. Kraków przywitał nas deszczową aurą i temperaturą 9oC. Na lotnisku czeka już na nas moja siostra, jeszcze tylko kilka minut jazdy autkiem i jesteśmy w domku. Erika i dzieciaki siostry serdecznie się witają. Prezenty także sprawiają wiele radości zarówno maluchom jak i dorosłym. Zachwycona Erika wszystkim opowiada o wakacjach. My też mamy same pozytywne wspominania i już nie możemy doczekać się kolejnej wyprawy na Maltę i Gozo.

elegant_post_header_separator

Maj 13th, 2014

Powrót na maltańskie plaże

Dzień 7 Golden Bay-Ghajn, Tuffieha Bay – Bugibba

Wsiadamy w autobus w Paoli i przemierzamy cały kraj (sic!) aby dotrzeć do plaż które nam się ostatnio spodobały. Po całym tygodniu intensywnego zwiedzania postanawiamy odpocząć. Cała podróż trawa mniej niż godzinkę i już wysiadamy przy Golden Bay. Zaopatrujemy się w pyszne, świeże owoce i nadbrzeżem kierujemy się na plażę Tuffieha. Woda jest fantastyczna, zatem korzystamy z kąpieli morskich i słonecznych. Zajadamy się także fantastycznymi lokalnymi owocami. Nauczeni bolesnym doświadczeniem z ubiegłego roku, tym razem porządnie smarujemy się kremem z filtrem. Po 2 godzinkach na plaży mamy dość, zatem zbieramy się i spacerkiem idziemy na plażę Golden Bay.

Upał dam nam się nieco we znaki, zatem zatrzymujemy się z restauracyjce na plaży. Erika zjada ogromną porcję makaronu z pomidorami. Porcja była opisana jako danie dla dzieci … ale chyba smoczych, bo spokojnie dało się nią nakarmić 2 dorosłe osoby. Udało nam się spróbować także innego maltańskiego specjału. Zamówiliśmy  bułkę ftira, z warzywami, serkiem ġbejna i tuńczykiem. Bułka (wielkości deserowego talerzyka) serwowana jest z sałatką oraz chipsami (!), co ogromnie ucieszyło Erikę. Danie bardzo smaczne, świeżo wypieczona pachnąca piecem bułka, aromatyczne przyprawy a całość doskonale komponowała się z lokalnym Ciskiem.

Potem oddajemy się błogiemu leniuchowaniu na plaży. Erika znalazła towarzysza zabaw, biegają razem po plaży, budują zamki i doskonale się bawią. Na plaży wypoczywa dość dużo polaków, Erika zatem bez problemu dogaduje się z dziećmi i ich rodzicami.

Na szczęście jest już dość późno, gdy Malta pokazuje kolejne swoje oblicze i od morza zaczyna wiać dość silny wiatr. Unoszone wiatrem drobinki piasku smagają nas dość boleśnie i wpadają do oczu. Trzeba się szybko zwijać z plaży. W autobusie Erika zmęczona słońcem i atrakcjami niemal natychmiast zasypia.

Jeszcze krótki przystanek w Bugibba, gdzie kończymy kupować prezenty dla rodzinki i jedziemy do Paoli. Mimo, że jest dość dziewczyny szaleją do upadłego. My żegnamy się z gospodarzami i sprawdzamy transport na lotnisko. Za oknami wiąż słychać wiatr… puls taki, że nie będzie komarów. Jeszcze tylko szybkie pakowanie bagaży i konsternacja nad optymalnym zapakowaniem torby z winami i prezentami (a wydawało się, że 15 kg dodatkowego bagażu to dużo).

elegant_post_header_separator

Maj 12th, 2014

Blue Grotto – Dingli Ciffs – Rabat i Mdina – Valetta

Dzień 6 Blue Grotto – Dingli Ciffs – Rabat i Mdina – Valetta

Wyprawę zaczęliśmy  w miejscowości Wied iz-Zurrieq i przeszliśmy malowniczą drogą prowadzącą do magicznej Blue Grotto. Niezwykła jaskinia najatrakcyjniej wygląda z samego rana, gdy promienie słoneczne przebijają się przez łukowate, skalne arkady i malują na błękitnej tafli tęczę barw ze zjawiskową poświatą. Przeszliśmy się trochę wybrzeżem z którego roztaczał się piękny widok na morze i groty. Można było określić wielkość formacji skalnych w momencie gdy w ich pobliżu  przepłynęła łódka z turystami.  Oczywiście my tażek popłynęliśmy na krótki rejs wzdłuż brzegu. Oprócz flagowej Blue Grotto odwiedziliśmy jeszcze kilka innych grot o przejrzystej, krystalicznie czystej wody, mieniącej się mnóstwem odcieni niebieskiego, turkusowego, błękitnego.  Formacje skalne i przejrzystość wody robią duże wrażenie. Dziecek był oczywiście zachwycony pływaniem łódką i marudził tylko, że nie jest to speed boat ;P.  Po odwiedzeniu grot, poszliśmy na milk shake i zimne piwko. Cisk smakował doskonale i świetnie gasił pragnienie ;).

Kolejny nasz przystanek to Klify Dingli. Skalne urwiska prezentują się imponująco, osiągając miejscami wysokość ponad 270 metrów n.p.m. Są jednym z najwyższych punktów na Malcie. Zatrzymujemy się przy kapliczce św. Marii Magdaleny skąd jest ładny widok na morze. Potem idziemy wzdłuż wybrzeża, w  dole na stromych zboczach rozciągają się, ułożone tarasowo niewielkie poletka. Jest to otwarty teren zatem spacerowanie po nim w godzinach południowych jest męczące. Erika bardzo chce wejść do stacji radarowej, którą mijamy po drodze. Prawo popytu i podaży działa nawet na takim pustkowiu, od przydrożnego sprzedawcy kupujemy pachnące słońcem truskawki.

Czekamy kilka minut na autobus i jedziemy w stronę Rabatu. Mamy w planach przejazd kolejką po Rabacie i okolicach, ale do kolejnego odjazdu mamy prawie godzinę. Idziemy zatem pospacerować trochę po uliczkach Mdiny. Ciche Miasto to  obok rzeszy turystów, zachowane w doskonałym stanie zabytkowe domy i pałace stojące przy wąskich i krętych uliczkach. Domki mają kamienne lub żeliwne balkony i kunsztowne drzwi z mosiężnymi kołatkami. Całość średniowiecznego, otoczonego murami miasta robi niesamowite wrażenie. Wracamy do Rabatu i tu czeka na nas kolejna atrakcja przejażdżka  pociągiem (Rabat & Mtarfa Tourist Sightseeing Train Tour).  Nie ukrywam, że atrakcja zaplanowana raczej po Erikę, ale o dziwo okazało się, że nam również się podobała. Udało nam się zobaczyć całkiem spory kawałek Rabatu z jego największymi atrakcjami, przejechać do Mtarfy gdzie stoi szpital wojskowy z makiety w muzeum. Erika mogła zatem zobaczyć go na żywo. Trasa kolejki prowadzi przez malownicze miasteczko, a potem możemy podziwiać cudownie otwarte maltańskie krajobrazy. Po 30min przejażdżce wracamy do Rabatu i po raz drugi zagłębiamy się w malownicze uliczki Mdiny. Erika znalazła porcelanową lalkę w stroju maltańskim, mnie udało się wyszukać uroczy naszyjnik i kolczyki z maltańskiego szkła. Potem za radą blogerów kierujemy się do milej knajpki Fontanella na pieczone na miejscu tradycyjne torty z gorzkiej, czarnej czekolady. Ja wybrałam z pomarańczami a Maciek z truskawkami. Dziecek zamówił zupę z grzankami.  Ogromny kawałek tortu smakował cudownie w asyście różowego wina, Maciek wybrał piwko. Dziecek zajadał się słodkościami a następnie spałaszował zupę z grzankami.
Fontanella
Triq Is Sur,
RTB 12 Mdina

Opuszczając Rabat zatrzymujemy się na chwilę na placu zabaw. Erika z radością korzysta z atrakcji i bawi się ze spotkaną dziewczynką z Polski. W bardziej turystycznych okolicach Malty często słychać polski język.

Wysiadamy w Valleta i udajemy się do Ogrodów (Lower Barrakka Gardens) skąd roztacza się piekny widok na Wielki Port (Grand Harbour). Podziwiamy zachodzące słońce, które przedstawia imponujący spektakl barw, od żółtej, przez pomarańczową do intensywnej czerwieni. Wracamy do Paoli a dziewczynki jak co wieczór rzucają się w wir zabawy. Robimy jeszcze szybkie zakupy prezentowe. W lokalnym sklepiku szukam wina do mojej „piwniczki” i załapuję się na degustację. Wino było super, bogate i aromatyczne. Okazało się, że to wyrób własny właściciela sklepu. Zakupiłam zatem jedną butelkę domowego wina oraz kilka innych lokalnych odmian.

W nocy odkrywamy ciemną stronę Malty … komary. Erika budzi się z płaczem i okazuje się, że jest dość mocno pogryziona. Na szczęście podręczna apteczka jest zaopatrzona w niezawodny środek (galaretka aloesowa i pomadka z aloesem), po 10 min znika swędzenie.

elegant_post_header_separator

Maj 11th, 2014

Valetta – Trzy Miasta

Dzień 5 Valetta – Trzy Miasta

Po wczorajszym późnym położeniu się spać, nie było mowy o wczesnej pobudce. Zatem ok 9 wstaliśmy, zjedliśmy szybko śniadanko pozwalając Erice na zabawę z Cassidy. Zabraliśmy przewodnik i wytyczne dojazdu i wsiedliśmy w autobus do Valetty. Stolica powitała nas słońcem i lekkim żarem z nieba. Po zakupieniu Erice obowiązkowego „hotdożka” ((Maltese Sausage Rolls) udaliśmy się na zwiedzanie Valetty.
Miasto ma charakter i układ obronny połączone jest z fortem św. Elma. Wchodzimy przez bramę miejską i zatrzymujemy się na chwilkę przy  Teatrze Manoela (trzeci najstarszy teatr Europy). Potem idziemy główna ulica w stronę  konkatedry św. Jana. Jako, że jest Niedziela udaje nam się zobaczyć wnętrze katedry. Jestem zachwycona bogactwem ornamentyki i przepychem architektonicznym.  Także i  inne kościoły są otwarte, podziwiamy zatem budownictwo sakralne, które jak na tak małą wyspę jest imponujące. Następny nasz postój to Kawiarna Kantina na ładnym placyku przy St. John’s Street. Celem była dobra kawa… ale tu niestety nastąpiło rozczarowanie. Pomimo bliskiej odległości Włoch i Sycylii na Malcie nie ma dobrej kawy :(. Wpływy anglików przeważyły nad tymi od sąsiadów. Spacerujemy malowniczymi, wąskimi uliczkami Valetty i docieramy do Pałacu Wielkich Mistrzów. Przemierzamy wąskie i przyjemnie zacienione uliczki, robimy zakupy w lokalnym markecie i udajemy się nadbrzeżem, obok fortu św. Elma, w kierunku promu którym popłyniemy na drugą stronę Grand Harbour.

Trzy Miasta to historyczne maltańskie trójmiasto, które stanowią trzy miasta: Birigu, Bromla i Isla. Jest tutaj nieco spokojniej niż w stolicy, ale równie urokliwie i klimatycznie. Panorama Birgu, Bormla i Isla jest zdominowana przez dachy kościołów oraz solidne mury fortyfikacji.
Nie możemy odmówić sobie odwiedzenia Muzeum Morskiego. Na zewnątrz żar leje się z nieba a w muzeum jest cudownie chłodno. Erika tak jak i my jest zachwycona ekspozycją. Muzeum jest ciekawe i pełne atrakcji opowiada historię od czasów „antycznych” aż po współczesność. Modele statków, łodzi, obrazy marynistyczne, przykłady męstwa ludności maltańskiej w czasie II Wojny Światowej. Erika była zachwycona modelami statków, torpedami, armatami i ekspozycją broni. W związku z naszym niedalekim wyjazdem na rejs po Adriatyku, zainteresowała się nieco kompasami i mapami. W dziale poświęconym maltańskiej infirmerii, pokazywałam jej apteczki, instrumenty medyczne, piły i narzędzia do amputacji kończyn itp. Wychodzimy z sali i mijamy popiersie jakiegoś admirała, a no co dziecek przytomnie zauważa- „o temu obcięli ręce …”. No i oprócz marynistyki, trzeba było wprowadzić Erikę w arkana sztuki, tłumacząc co to popiersie.
Opuszczamy muzeum u udajemy się na dalsze zwiedzanie trójmiasta. Zagłębiamy się w wąskie uliczki ze stojącymi przy nich starymi, kilkupiętrowymi pałacami i domami. Mimo słonecznego letniego dnia w zaułkach często panuje półmrok. Na wielu budynkach przy wejściach do nich są mini kapliczki, czy po prostu przyklejone do ścian ceramiczne płaskorzeźby, talerze w kształcie muszli itp. przedstawiające najczęściej Madonnę z Dzieciątkiem, czasami Chrystusa lub któregoś ze świętych.
Docieramy do kolejnego porciku przy którym stoją zacumowane luzuu. Erika wypatrzyła plac zabaw więc zatrzymujemy się tam na kilkanaście minut. Dziecek ma okazję się wybiegać i wypróbować wszystkie atrakcje. Po krótkim odpoczynku wspinamy się na wzniesienie aby dotrzeć do Fortu Rinella. Magię fortyfikacji burzy piętrzące się w pobliżu wysypisko odpadów. W pobliżu jest mała plaża, ale bliskość portu i wysypiska nie zachęca nas do kąpieli.
Powoli robi się wieczór, wędrujemy wąskimi uliczkami, podziwiamy maltańskie budownictwo, malownicze płaskorzeźby i kołatki. Zatrzymujemy się w lokalnej pastizzerii, tym razem oprócz pastizzi, kupujemy kruche paszteciki (pie) z kurczakiem i mięsem. Erika, już tradycyjnie, zamawia sobie „hotdożka”, nie przeszkadza jej to jednak spałaszować część naszych przysmaków.
Zmęczeni wsiadamy w autobus do Paoli. Erika spędza kolejny wieczór na zabawie z Cassidy, bawią się, oglądają bajki … tym razem na tapecie Scooby Doo po polsku.
Mam okazję porozmawiać z Eamonem o życiu w naszych krajach, pracy, edukacji dzieciaków, podróżach z dzieckiem i naszych planach. Fajnie jest siąść z kubkiem herbaty z mlekiem (sic!) po męczącym dniu i na miękkiej sofie poczuć się jak w domu.

elegant_post_header_separator

Maj 10th, 2014

Bugibba – Paola – Plaża Birżebbuġa i Pretty Bay- Marsaxlokk

Dzień 4 Nowe przyjaźnie i fantastyczne owoce morza

Wszystko co dobre szybko się kończy … Dziś żegnamy naszych nowych couchsurfingowch przyjaciół Anę, Vasko, Istoka i Elidora. Jeszcze zabieramy Erikę i Istoka na spacer po Bugibbie, dzieciaki jedzą lody i wygłupiają się na plaży. Pakujemy rzeczy, ostatnie uściski  i jedziemy się do Paoli gdzie czaka już na nas Eamon. Pokazuje nam pokój, informuje, że Mariella, Cassidy wrócą wieczorkiem i trochę rozmawiamy. Erika nurkuje jeszcze w zabawkach Cassidy, które jak na dziewczynkę przystało są księżniczkowo – różowe.

Zabieramy nasze rzeczy plażowe, wsiadamy w autobus i udajemy się do Birżebbuġa. Samo miasteczko jest bardzo ładne, urocze budynki,  czyste skwerki, plac zabaw i promenada. Plaża mimo, że piaszczysta i długa, nie zachwyca. Woda nie jest niestety tak czysta jak przy innych plażach a przed nami rozpościera się widok na port handlowo-przeładunkowy i ogromne kontenerowce.

Po plażowaniu i zbudowaniu zamków z piasku, wsiadamy w autobus do Marsaxlokk. Trafiamy tu w złotej godzinie ;). Słońce chyli się ku zachodowi cudnie oświetlając porcik i kolorowe luzuu. Postanawiamy przespacerować się promenadą wzdłuż portu, podziwiając łagodne refleksy odbijające się w falach zatoki. Naszą uwagę przyciągają także okoliczne knajpki. Wybieramy jedną z nich ze stolikami rozstawionymi tuż przy porcie. Skaladamy zamówienie i nie trzeba długo czekać na podanie starterów: pysznego chlebka, masła i oliwy. Do tego białe wino … Po kilkunastu minutach podano zupy warzywną i rybną. Erika po pochłonięciu kilku kawałków chleba „rzuciła” się na zupę. Na przemian zjadając warzywną z grzankami i rybną. Zuby były pyszne i bardzo aromatyczne. Potem podano owoce morza małże, krewetki, ośmiorniczki i kalmary w asyście aromatycznego ryżu z warzywami i sałatek. Półmisek był ogromy … Danie wprost rozpływało się w ustach. We trójkę mieliśmy pyszną ucztę. Dziecek pałaszował owoce morza, aż miło było patrzeć :). Ja miałam dość i Erika też… Wtedy podano jeszcze talerz z rybami, które zamówiła sobie Erika. Spróbowałyśmy z Eriką po kilka kęsów ale nie byłyśmy w stanie już nic zmieścić. Maciek dzielne rozprawiał się z daniem. Reasumując jedzonko było przepyszne, świeże i bardzo aromatyczne. Wino i piwo podane do posiłku podkreśliło smak dań.

Okazało się jednak, że to dopiero początek bardzo udanego wieczoru. Po powrocie do Paoli zastaliśmy już w domu naszych gospodarzy Eamona, Mariellę oraz Cassidy. Dziewczyny, po szybkim zapoznaniu, rzuciły się w wir zabawy. W jakiś sposób się dogadały … polski, angielski i maltański mieszały się ze sobą w czasie ich „rozmów”. My zostaliśmy zaproszeni na oglądanie Euro Wizji jako, że zarówno Polska i jak i Malta miały na niej swoich reprezentantów. Miło nam się rozmawiało przy kieliszku białego wina, serach i snakach. Nie da się przecenić podróżowania w ramach Couchsurfingu. Wspaniale jest poczuć atmosferę domu, zapoznać się z inną kulturą, zobaczyć jak mieszkają i żyją ludzie w innych krajach.  Eamon i Mariella okazali się wspaniałymi ludźmi, pełnymi ciepła, którzy stworzyli miły dom. Erika i Cassidy spędziły cały wieczór na wspólnych zabawach, radośnie biegały i piszczały.

elegant_post_header_separator

Maj 9th, 2014

Gozo – Blue Lagoone

Dzień 3 – Rejs jachtem na Gozo

Idąc na przystań odkrywamy kolejny skarb maltańskiej kuchni – pastizzi czyli pieczone pierogi z ciasta francuskiego z serem ricotta lub groszkiem oraz qassataty ze szpinakiem i tuńczykiem , Erika pochłania qassatat z ricottą. Do prowiantu dołączył także ogromy woreczek 3 rodzajów winogron. Owoce cudownie soczyste, aż pachniały słońcem.

Na jachcie ( http://seahorsecruisesmalta.com ) wita nas uroczy kapitan. Oddajemy cumy i płyniemy w kierunku St. Paul Island. Kapitan opowiada o mijanych atrakcjach, min hodowli ryb, formacjach skalnych, miasteczkach i plażach, jaskiniach i sławnych miejscach z filmów… Żegluga jest fajna, pomimo płynięcia na silniku. Morze cudowne błękitne, zielonkawe, granatowe, łagodne fale i lekka bryza. Erika jest zachwycona rejsem. Jemy soczyste winogrona i podziamy widoki. Po drodze mijamy wysepkę Comino i jej nadmorską dominantę na południowo zachodnim wybrzeżu, wieżę strażniczą Santa Marija. Po chwili na horyzoncie pojawia się widok murów Fortu Chambray górującego nad portem Mgarr. Później wieże kościołów, z największym – Matki Boskiej z Lourdes, zbudowanym na klifie na portem i wioską.

Przybijamy do portu na Gozo gdzie już czeka na nas minibus. Ponieważ byliśmy lekko spóźnieni okazało się, że mamy nieco mniej czasu na zwiedzanie. Przejeżdżamy całą wyspę podziwiając krajobrazy i urocze miasteczka. Z powodu ciepła i emocji, Erika w połowie trasy padła w objęcia Morfeusza.
Nasz pierwszy przystanek to Dweijra Bay z Azzure Window, czyli”firmową” formacją skalną Gozo. Obudzony dziecek jak tylko zobaczył skały do wspinaczki od razu zapomniał o spaniu. Pogoda jest fantastyczna i pomimo zbyt wysokiej pozycji słońca udało nam się zrobić kilka ciekawych ujęć. Mamy tu także jedno z niewielu rodzinnych zdjęć :). Mając 20min wolnego czasu zdążyliśmy jeszcze zobaczyć Fungus Rock i Inland Sea.
Kolejny przystanek to słynąca z cudów Bazylika ta’ Pinu – Gharb. Ładna architektura, cudowny obraz maryjny oraz miły chłód wnętrza. Przy wejściu pracownicy bazyliki rozdawali chusty w celu zakrycia nóg i ramion dla „plażowiczów”. 10min które dostaliśmy od przewodnika z „zwiedzenie” Bazyliki nie pozwoliło nam zbyt dokładnie zapoznać się z tym interesującym miejscem. Zatem czas stop i z powrotem do minibusa.
Kolejny już ostatni przystanek to Vitoria-Rabat stolica Gozo. Tu mamy nieco więcej czasu bo 1,5h. Przez wąskie uliczki prawie biegniemy w kierunku Cytadeli wspinając się na białe schodki. Robimy zdjęcia, podziwiamy widoki i złościmy się na tempo zwiedzania. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do ograniczonych czasem wycieczek. Lubimy mieć czas na zatrzymanie się w interesującym nas miejscu, zadumę, poszperanie po pchlim targu lub czas na coś zimnego w lokalnej kawiarence. Ale, jak się nie ma co się lubi … Po obejściu cytadeli kierujmy się w stronę placyku z rozłożonymi straganami, kolorowymi parasolkami i kawiarenkami. Uwieczniam kilka pocztówkowych widoczków i mając jeszcze trochę czasu kierujemy się w uliczki gdzie toczy się życie… To nasz ulubiony fragment zwiedzania, zderzenie z kulturą, podpatrzenia życia lokalnych społeczności. Obserwujemy dzieci wybiegające ze szkoły witane przez rodziców lub opiekunów, kolorowe plecaki, śmiechy rozbawionych maluchów. Nieco dalej lokalna kawiarenka z ludźmi odpoczywającymi w trakcie sjesty, w przecznicy obok upajająca zapachami roślinności kwiaciarnia… Spojrzenie na zegarek i szybko do busa.
Bus zawozi nas do portu i stamtąd szybką łodzią płyniemy do Blue Lagoone.

Laguna jest piękna, lazurowa woda, słońce padające na otaczające lagunę formacje skalne, złoty piasek, człowiek może poczuć się jak w raju … Raj ma jeden minus, przyciąga mnóstwo ludzi. Z porciku dla statków i jachtów idziemy skalnym nadbrzeżem w kierunku serca laguny. Naszym oczom ukazują się kolejne „atrakcje”: bary, parasolki, leżaki i tłumy ludzi. Udaje man się jednak znaleźć trochę miejsca na skałkach nad samą wodą i plażą. Erika zachwycona wskakuje w kostium i biegnie do wody. Cały stres i zmęczenie zwiedzaniem i upałem odpływa gdy z przyjemnością zanurzamy się w łagodnych wodach laguny. Spędzamy godzinkę na plaży i wracamy na jacht. Wykorzystujemy dostępne drabinki aby wyskoczyć z łódki i popływać w okolicach portu. Woda jest przejrzysta i cudownie orzeźwia. Potem opuszczamy Blue Lagoon i kierujemy się do Bugibby. Mimo napiętego harmonogramu to był udany rejs.
Kupujemy lokalnego Ciska, pasty do pieczywa, chlebek w rodzaju pita, świeże warzywa i udajemy się do domku. Erika rzuca się w wir zabawy z Istokiem. Potem udaje się nam ją położyć spać. Siadamy z Vasko i trochę rozmawiamy. Niestety mały Elidor coraz gorzej się czuje, pomagamy trochę ogarnąć sytuację. Vasko i Ana muszą zająć się małym, zatem i my idziemy spać.

elegant_post_header_separator

Maj 8th, 2014

Maltańskie plaże

Dzień 2 Golden Bay-Ghajn, Tuffieha Bay, Gnejna Bay, Magrr

Na pierwszy ogień poszły plaże Golden Bay-Ghajn Tuffieha Bay-Gnejna Bay. W Bugibba wsiedliśmy w autobus do Tuffieha i po 25min jazdy i podziwiania maltańskich miasteczek i krajobrazów wysiedliśmy przy plaży Golden Bay.

Golden Bay uznawana jest za najpiękniejszą zatokę i plażę wyspy, ale nasz odbiór tej plaży zepsuły górujące nad nią hotele. Ludzi było stosunkowo niewiele zatem bez problemów znaleźliśmy miejsce przy wodzie. Erika wyciągnęła swoje plażowe zabawki i rzuciła się wir zabawy. Woda bardzo przyjemna i cudownie przejrzysta, łagodne fale i złoty piasek. Zakupione przy plaży truskawki smakowały niebiańsko.  Miło było poplażować godzinkę…  zanim nam się znudziło ;). Zatem zebraliśmy nasze „graty” i  z Golden Bay udaliśmy się ścieżką prowadzącą do kolejnej plaży, tj. Ghajn Tuffieha. Droga jest atrakcyjna, ponieważ biegnie wzdłuż wybrzeża, z którego rozciągają się ładne widoki na morze, zatoki i skaliste klify.Do Ghajn Tuffieha Bay prowadzą charakterystyczne długie schody i jest ona mniej oblegana przez turystów. Dla nas była piękniejsza od Golden Bay, złoty piasek, piękny widok na zatokę, przejrzysta ciepła woda i mniej ludzi. Plaża zamknięta jest z jednej strony morzem a z drugiej pięknym, łagodnie opadającym skalnym urwiskiem. Tu także zatrzymaliśmy się na godzinę z małym hakiem na plażowanie i kąpiel. Zjedliśmy zakupione wcześniej lokalne pieczywko i udaliśmy się w dalszą drogę.
Trochę wspinaczki na skalne wzniesienie, po czym ukazała się naszym oczom ładna trasa wokół skalnego cypelka prowadząca do Gnejna Bay. Trasa była cudowna, piękne klify, wspinaczka po skałkach i cudowne łąki porośnięte kwiatami i ziołami. Zapach łąk był niesamowity, czuło się w powietrzu zioła, kwiaty i morską bryzę. Majowy krajobraz maltański jest  świeży i wciąż zielony. Erika biegała po łąkach i była zachwycona widokami i wolnością… Droga do kolejnej plaży zajęła nam ponad godzinę.  Gnejna Bay nas nie zachwyciła, jest to jedna z niewielu plaż na którą można wjechać samochodem zatem nie jest zbyt czysta. Jednak Erika była zachwycona bo na plaży były dzieci w jej wieku. Nie miało znaczenia, że sama zna tylko kilka angielskich słów. Budowała z dzieciakami zamki, kąpała się i radośnie piszczała :P. My w tym czasie mogliśmy trochę odetchnąć i nacieszyć się widokiem zatoki.

Potem, już drogą asfaltową, poszliśmy zobaczyć typową wioskę maltańską w Mgarr. Oprócz typowej maltańskiej  zabudowy można tu zobaczyć kościół zwany „jajowatym” ze względu na kształt kopuły.

Zmęczeni wróciliśmy z Magrr do Bugibby, zarezerwowaliśmy jeszcze całodzienny rejs na Gozo i do Blue Lagoone na tureckim żaglowcu. Kupiliśmy maltańskie specjały, pieczywko, mocno doprawioną pastę serowo-orzechową, krakersy i sok. Zjedliśmy pyszną kolację na plaży, zostawiliśmy rzeczy w domu i poszliśmy na lokalne piwko Cisk. Smakowało niebiańsko po całym dniu chodzenia :). Erika biegała po pubie ucząc się kolejnego angielskiego zwrotu „straw please” …

elegant_post_header_separator

Maj 7th, 2014

Malta z dzieckiem – pierwsze wrażenia

Dzień 1 Kraków-Bugibba

Torby spakowane, dziecek gotowy, zatem na lotnisko. Erika bardzo podekscytowana pierwszym w życiu lotem. Na lotnisku na szczęście jest mini plac zabaw, to na trochę zajęło nasze „żywe” dziecko. Potem już tylko odprawa i wsiadamy do samolotu. Zaciekawiony dziecek opanował procedury ewakuacyjne, maski tlenowe, kamizelki ratunkowe, brak schodów, lądowanie na wodzie i pożar w kabinie ;P. Nie do końca byłam pewna jak zniesie start, zatem zaopatrzyłam się w gumy itp. Dziecek „zeżarł” mambę jeszcze przed startem, samolot zaczął nabierać prędkości, oderwał się od ziemi, wznieśliśmy się na planowany pułap lotu i Erika przestała się interesować lotem… Poprosiła o włączenie bajki i „nie było jej” przez 2 godziny lotu. Kolejny kontakt Eriki z rzeczywistością to wypatrywanie lądu i lądowanie. Małej zwolenniczce „katastrof w przestworzach”, nie podobało się, że nie będziemy lądować na wodzie oraz że są schody zamiast „zjeżdżalni”.

Na lotnisku czekał już na nas Vasko, który zabrał nas do swojego domu w Bugibba. W uroczym mieszkaniu poznaliśmy resztę rodzinki Anę, Istoka i małego Elidora. Erika od razu znalazła wspólny język z Istokiem. Wspólny tz. polsko-macedoński ;P, ale jakoś się dogadali.

Po południu nadeszła pora na zwiedzenie Bugibby. Zakupiliśmy w miejscowym sklepie sok gruszkowy, owoce oraz galletti (chrupiące krakersy) i wybraliśmy się na plażę. Erika zaliczyła pierwszą podczas wyjazdu kąpiel w morzu. Spacerując promenadą byliśmy bombardowani ofertami rejsu na Gozo. Zebraliśmy kilka ulotek i postanowiliśmy porównać oferty.

erika_plaża

Powitanie maltańskiej plaży

Wieczorem wróciliśmy do domu Vasko i Any. Dzieciaki bawiły się doskonale a my mieliśmy czas na poznanie się i opowieści o naszych krajach, pracy, życiu i podróżach. Ana poczęstowała nas pysznym macedońskim jedzonkiem (ryż z przyprawami i szpinakiem).

elegant_post_header_separator
 

Maj 6th, 2014

Wyjazd na Maltę

W ramach majowego wypadu zaplanowałam rodzinny wypad na Maltę.
Malta? Taaak, Malta….. Malutki kraik na południu Europy,położony poniżej Sycylii.
Tanie linie, kilka zapytań z Couchsurfing, kilka godzin googlowania wrzuconych w Tripomatic i lecimy …

elegant_post_header_separator
 

Kwiecień 28th, 2014

Witaj na mojej stronie

Rodzinka, Przyjaciele, Żeglarstwo, Fotografia, Podróże …  to tematy bardzo mi bliskie.

O tym będzie mój FotoBlog :)

 

Zapraszam

kinga

elegant_post_header_separator